07.08.2020

Jak nauczyć psa siupać

Hopsanie, skakanie, siupanie, hycanie to tylko kilka określeń na bardzo lubianą przez wielu sztuczkę, która polega na tym, że nasz pies skacze w miejscu. Jak dotąd miałam bardzo skoczne psy, którym ten trik nie sprawiał większych problemów aż trafiłam na egzemplarz, któremu trzeba było bardziej pomóc oderwać się od ziemi i w tym wpisie opowiem jak mniej więcej do tego doszło.


Ginny od małego była bardzo skoczna. Może miało to związek z jej niedużymi rozmiarami i chęcią dostania się tam, gdzie normalnie nie sięgała, a może to kwestia genów, bo jej matka też była niezłym skoczkiem, trudno powiedzieć. Gina skakała z różnych powodów, ale najczęściej z ekscytacji, np. kiedy w nagrodę dostawała zabawkę. Wyglądało to tak, że w przejściach między ćwiczeniami wystarczyło, że odwróciłam się plecami do Gi, a ona z miejsca potrafiła wybić się na wysokość mojego pasa, bo czemu by nie? Któregoś dnia postanowiłam, że zrobię z tego sztuczkę. Zamiast wyłapywać to zachowanie pomogłam sobie nieco tyczką, poszło z górki i Ginny niemal od razu załapała w czym rzecz. 

Lumos jest wyższa od Ginny i wydaje mi się, że właśnie z tego powodu nie miała potrzeby odrywać od ziemi wszystkich czterech łap, po podskoczeniu zazwyczaj tylko opierała się przednimi łapami, dlatego w jej przypadku uczyłam tej sztuczki od zera. W ramach ciekawostki przyrodniczej dodam, że Lu jako takim nielotem zdecydowanie NIE jest, choćby w kwestii frisbee jej zapał do wysokich skoków trzeba bardzo kontrolować. 
Do nauki tej sztuczki użyłam:

tyczki wykonanej z cienkiej rurki PCV 
- jeśli boicie się, że pies będzie się o to obijać to możecie użyć np. piankowego makaronu do pływania, otuliny izolacyjnej itp.

klikera
- nie jest konieczny, ale lepiej zaznacza mi się nim krótkie zachowania, które mi się podobają, niż gdybym miała to robić za pomocą jakiegoś słowa

drobnego jedzenia do nagradzania 
- aby pies został szybko nagrodzony i nie przeżuwał nagród zbyt długo

Poniżej zamieszczam opis i filmik jak wyglądał proces, ale weźcie poprawkę na to, że na filmie są jedynie odtworzone etapy nauki, a Lumos potrafi siupać już od pewnego czasu. Potraktujcie ten materiał wideo jako dodatek, ponieważ niestety nie udało mi się całkowicie zrekonstruować wszystkich elementów.

UWAGA! To sztuczka raczej dla tych bardziej niż mniej sprawnych piesków. Jeśli Wasz pies jest otyły, ma jakieś problemy ortopedyczne etc., dobrze byłoby zastanowić się czy uczenie go tego triku jest odpowiednim pomysłem. 
Pamiętajcie też, żeby zadbać o bezpieczne podłoże do skakania. 

1. Zaczęłam od tego, że usiadłam na podłodze z tyczką w jednej ręce i klikerem w drugiej, a następnie czekałam na to co zrobi pies. Teoretycznie mogłabym spróbować naprowadzić go jedzeniem, ale wolałam postawić na kształtowanie. Moim celem było nauczenie Lu przechodzenia przez tyczkę bokiem, a nie na wprost. Zaznaczałam te momenty, kiedy pracowała lewa przednia i lewa tylna noga, a kiedy Lumos zaczęła robić to bardziej świadomie, rozpoczęłyśmy pracę nad jej prawą stroną.

2. Gdy Lu potrafiła już płynnie przechodzić bokiem z lewej strony tyczki na prawą, podniosłam wymagania i oczekiwałam od niej, że będzie to robić szybciej. W tym celu po prostu w krótszym czasie wydawałam jej nagrody po przeciwnej stronie niż ta, po której się znajdowała. Miało to sprowokować podskakiwanie nad tyczką i tak też się stało.

3. Jak już wcześniej wspominałam Lu bez wyraźnej potrzeby nie odrywała od ziemi wszystkich czterech łap,  kiedy już to robiła, często nieładnie lądowała na tył, dlatego był to kolejny punkt, na którym musiałam się skupić. Aby skłonić ją do bardziej świadomej pracy zadem, ustawiałam tyczkę nieco pod skosem, aby jej koniec był wyżej względem podłoża. Sprawiło to, że Lu podskakując z boku na bok musiała wyżej unosić tylne łapy dzięki czemu przybierała korzystniejszą pozycję do lądowania.

4. Kolejnym etapem było uniesienie tyczki wyżej aby podskoki zaczęły przypominać prawilne siupanie. Na początku nauki tej sztuczki intuicyjnie nagradzałam psa na wysokości jego pyska, ale później aby wzmocnić przenoszenie ciężaru ciała bardziej na przód, nagrodę wydawałam niżej lub rzucałam na podłoże.

5. W końcu przyszedł moment na wycofanie tyczki. Najwygodniej było mi dokonać tego na stojąco, a polegało to na tym, że stopniowo ustawiałam tyczkę coraz bardziej prostopadle względem podłoża, aż w końcu mogłam całkiem się jej pozbyć.

Dodatkowo: na filmie możecie zauważyć jak przestawiam tyczkę w przeciwną stronę, kiedy Lumos nad nią przeskakuje, to niweluje ewentualne poobijanie się o rurkę w momencie, gdyby pies o nią zahaczył. 


Dzięki nauce tej sztuczki Lumos niesamowicie rozskakała się i fajnie zaczęła to przekładać na inne sytuacje, np. na treningach frisbee. Jeszcze parę detali wymaga dopracowania, ale myślę, że to już tylko kwestia czasu :). 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Projekt i wykonanie: Marta Swakowska © Psi Kawałek Internetu