29.03.2021

Polska książka o nosework

Uwielbiam te aktywności z psami, w których człowiek też musi jakoś się wykazać, dlatego nosework nigdy wcześniej szczególnie mnie nie interesował. Postrzegałam go przez pryzmat szukania zapachów  w jednakowych pudełkach, raczej jako aktywność dla psich emerytów. Mimo tego na liście moich planów z psami na 2020 rok znalazła się właśnie detekcja zapachów. 


Po pierwsze jakby nie było emerytkę już miałam (ciężko w to uwierzyć, ale Ginny w tym roku kończy 11 lat), a po drugie wiedziałam, że węszenie na wiele psów działa wyciszająco i wpływa pozytywnie na ich pewność siebie, więc idealnie dla Lumos. Dodatkowo zupełnie inaczej spojrzałam na ten temat, kiedy zaczęłam oglądać filmy z bardziej zaawansowanych treningów w różnych organizacjach. Psy nadal szukały dość zwyczajnych substancji, nie zależało od tego niczyje życie, ale warunki były bardzo podobne do tych, w których pracują psy służbowe, naprawdę mi się to spodobało!

Pierwsze kroki w nosework na mojej checkliście na 2020 odhaczyłam dopiero w grudniu, kiedy trafiła do mnie książka Piotra Awenckiego i Sylwii Trambacz-Oleszak „Nosework – Poznaj fascynujący świat psiego nosa”. Ciągle miałam wątpliwości czy spodoba nam się taka aktywność, raczej nie planowałam zawodów, dlatego nie czułam potrzeby odbywania od razu całego kursu. Chciałam jednak mieć jakiś punkt zaczepienia, zbiór podstawowych informacji jak zacząć, na co zwracać uwagę i wskazówki do prowadzenia dalszego treningu, dlatego książka wydała mi się idealnym rozwiązaniem. 

W międzyczasie uznałam, że aby nasza przygoda przebiegała płynnie, bez frustracji i innych takich historii, fajnie byłoby wiedzieć więcej na temat tego jak psy postrzegają świat poprzez zmysł węchu. Zanim zaczęłam robić cokolwiek w kierunku pracy węchowej postanowiłam usystematyzować swoją wiedzę w oparciu o książkę „Nosem psa” Alexandry Horowitz. Bardzo ją polecam, bo daje niezły obraz tego jak zupełnie inaczej nasze psy widzą różne rzeczy dzięki swojemu świetnemu węchowi, my możemy jedynie próbować to sobie wyobrazić. Niby jest to oczywiste, ale książka pomaga bardziej się w to zagłębić i lepiej zrozumieć nasze czworonogi.

Wracając do książki „Nosework” autorstwa Piotra Awenckiego i Sylwii Trambacz-Oleszak, uważam, że był to dla mnie strzał w dziesiątkę. Można dowiedzieć się z niej jak powstała idea omawianego w niej sportu (został również poruszony temat pracy psów służbowych), jak wygląda to w przykładowych krajach oraz rzecz jasna w Polsce. W dalszej kolejności przechodzi się do części praktycznej, gdzie autorzy wyjaśniają nam jak krok po kroku przygotować się i rozpocząć trening, a nawet pokazują to na filmach, do których udostępniono kody QR (super pomysł!). W późniejszych rozdziałach znajdziemy informacje o teorii zapachu, budowaniu motywacji, najczęściej popełnianych błędach i nie tylko.

Każdemu przewodnikowi trenującemu ze swoim psem nosework przyda się wiedza o zasadach rozprzestrzeniania się zapachu i czynnikach mających na nie wpływ.

Książka ma formę poradnika, ale zdecydowanie najpierw polecam przeczytać ją od deski do deski, a dopiero potem wracać do poszczególnych fragmentów w trakcie treningu, ponieważ niektóre istotne na początku informacje są trochę „rozsiane”, a lepiej niczego nie pomijać. Warto też obejrzeć od razu wszystkie filmy, bo niektóre nie tyle co pokazują to o czym wcześniej mogliśmy przeczytać, ale rozszerzają te zagadnienia. Jeżeli ktoś uważał, że nosework to nic trudnego, bo przecież psy mają wybitny węch i wystarczy po prostu ukryć próbkę z zapachem byle gdzie i nakazać psu szukanie jej, to myślę, że dzięki tej pozycji zmieni zdanie i może też uniknie problemów podczas zajęć ze swoim czworonogiem. 

Lu w większości przypadków oznacza zapach przez przedłużony target, ale zaczęłyśmy już pracę nad trochę innym oznaczaniem próbek.

Książka – od teorii do praktyki
Przed nabyciem tej książki o pracy węchowej wiedziałam stosunkowo niewiele i bardzo niepewnie czułam się w tym temacie. Po lekturze pewnie nie stałam się alfą i omegą, ale nie błądzę też jak dziecko we mgle, wiem co robić, a jeżeli coś budzi moje wątpliwości, to wiem czego dokładnie szukać w innych źródłach - przeglądam głównie grupy o nosework, stronę Scandinavian Working Dog Institute, YouTube oraz regulaminy klubów działających w Polsce. W książce jest wiele cennej teorii, ale jeżeli nasz pies nie będzie przechodzić jakichś etapów tak jak opisano tam od A do Z, to na nic nam się ta wiedza nie zda, jeżeli sami nie będziemy potrafili dokonać jakichś modyfikacji, żeby naprowadzić naszego psa na właściwe tory. Bardzo lubię rozkminiać wszelkie rzeczy, analizować zachowanie psów, odpowiadać na ich sygnały tak, żeby miały szansę odnieść sukces, dlatego u mnie książka jak dotąd świetnie się sprawdza i w połączeniu z tym, co jeszcze sobie sama znajdę w sieci jest wystarczająca. Podczas wprowadzenia zapachu Lumos od razu zrozumiała o co chodzi, przechodziła przez kolejne etapy dokładnie tak jak zostało to tam opisane, ale z Ginny nie było już tak łatwo i musiałam sama zmodyfikować trochę jedną z wymienionych metod dzięki czemu Gi zaczyna rozumieć czego od niej oczekuję. Nie ukrywam, że nosework traktuję jak swego rodzaju wyzwanie (ale przede wszystkim dobrą zabawę), bo wcześniej moje psy szukały jedynie jedzenia i zabawek. Szukanie zapachów, które same w sobie nie zwiastują niczego atrakcyjnego to trochę wyższy poziom wtajemniczenia, mam ogromną satysfakcję, kiedy przechodzimy stopniowo do coraz trudniejszych zadań :). 

Myślę jednak, że gdybym nie miała czasu na planowanie treningów i moim głównym celem byłyby starty w zawodach, to poważnie przemyślałabym czy nie lepszym wyborem byłyby zajęcia z trenerem. W takim przypadku od razu możemy obyć się z obcym miejscem, akcesoriami, towarzystwem innych ludzi i psów, czyli czymś czego będziemy doświadczać podczas startów. Dobry trener wskaże nam co i kiedy mamy robić, więc nie spoczywa to na naszych barkach w takim stopniu, jak przy samodzielnym treningu. 

Podsumowując
Jeśli zastanawiacie się nad nową rozrywką dla siebie i psa, koniecznie zainteresujcie się detekcją zapachów! Nosework to sport właściwie dla każdego chyba, że zwierzę z jakiegoś powodu ma upośledzony zmysł węchu, wtedy może niekoniecznie. Jest to chyba najbardziej naturalna aktywność jaką może robić pies i według mnie inny wymiar współpracy w porównaniu z tym co robiłyśmy dotychczas. Książka to na pewno dobry wybór dla kogoś, kto tak jak ja nie był do końca przekonany, ale jeżeli ktoś z góry nastawia się na starty w zawodach i/lub nie jest w stanie wygospodarować więcej czasu na poszerzenie informacji o pracy węchowej, to warto przemyśleć dodatkowo zajęcia z trenerem. 

Lumos znajduje próbkę włożoną do probówki, którą ukryłam w ziemi.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Projekt i wykonanie: Marta Swakowska © Psi Kawałek Internetu